Zoot Woman - 'Saturation' 2009-09-28 22:49:46


9,0 / 10

Drogi Stanisławie,

Od mojego ostatniego listu minęło sporo czasu, więc mam uzasadnione prawo przypuszczać, że znajdujesz się już w stanie jakiegoś kurewskiego focha. Przepraszam. Zachowałem się jak gówniarz. To się nie powtórzy. Ty wiesz...
Jak zdrowie Twojej siostry Anetki ? Mam nadzieje, że już lepiej ale przecież ostrzegałem ją, że JAK BĘDZIE SIADAĆ NA ZIMNYM TO DOSTANIE WILKA!
Tak w ogóle to pragnę Ci przypomnieć, że w czasie gdy Ty i Twoja elo-ekipa bujaliście się na OFFeście, to w Stołecznym Książęcym Mieście Płock (bez bulwersów mi tu warszawiaku, to oficjalna nazwa mająca historyczne uzasadnienie!) odbywał się PRAWDZIWY (w sensie: bez Czesława i Hey) festiwal świata niezależnego. Oczywiście nie jest to chyba czas i miejsce na jego hajpowanie ale przyjdzie i na to pora jak Bóg da. A więc na tegorocznej Audiorivercy obok bogów minimalu, dubstepu, dramębejsu i pokrewnych wystąpiło całkiem sporo wykonawców, których najłatwiej byłoby nam otagować jako 'electropop' (albo 'indie' dobre na każdą okazję -_-). Spośród nich najwyżej na plakacie widniał, raczej zasłużenie zważywszy na dyskografię, projekty poboczne, remiksy itp, brytyjski Zoot Woman. No ale - co by tu nie owijać w bawełnę - OBESSAŁ NICZYM HEATHER BROOKS. No serio o 'Living in magazine' modliłem się żeby na koniec zagrali, żeby szał pyty był taki jak to tylko ja potrafię pod barierkami odczyniać a tu taka siara, że szok, jakieś kłopoty z przesterami, jakieś niewiadomo-co. Prawdę mówiąc to tylko 'Information First' mnie powaliło na kolana, ale tak wiesz, z wykurwianiem duszy z ciała. Do cna. Reszta setu raczej flaki z olejem, ani bansu ani magii. No ale OK przyznam że zadanie mieli utrudnione o tyle, że przed nim publiczność rozpieściła wokalistka Crazy Penis (mrrrrau, kotku) a po swoim secie 'zót łomani' zostali zmiażdżeni przez energię sceniczną młodziaków z The Whip (zajebioza live, na Openera do namiotu proszę!). Ej, i wiesz co jest najdziwniejsze ? Że po takim rozczarowaniu, teraz ten band mi wysmażył coś na kształt electrosingla roku, Calvin Harris może czuć się niepewnie, naaaaaaaaaprawdę! W sumie to bym w ogóle Ci o tym nie pisał tylko jak zwykle streściłbym kogo tam u siebie na dzielni wyrywałem, no ale ta piosenka jest obłędna - słucham drugi dzień non stop na ripicie i nie mogę przestać, może z tego zawieszenia wyrwie mnie te nowe massive attack o ile będzie dobre, choć kurwa średnio to widzę.
Ty, to weź se załatw, track się nazywa 'Saturation' - trwa ponad 6 minut - i to jest idealny czas, bo z jednej strony raczej radio go nie zajeździ a i motyw się pięknie rozwija w swojej prostocie na tle wybijanego do zajebania rytmu. Staaaary, jak ja kocham się wsłuchiwać w haj haty, chyba zostanę perkusistą!!1 Od razu mi się parkietowe wymiatacze z początków dekady kojarzą tu albo chociaż 'In Ghost Colours', choć teraz pewnie już przesadzam, nie sądzisz ? No ale nie mniej jednak 04:55 tutaj i 02:02 w 'Light & Music' - to są momenty, że gdyby napięcie się w nich nie rozładowało to słuchacze niechybnie by eksplodowali. Nie ma bata 'nóżki nie oszukasz'. Z a j e b i s t e

Pozdrawiam,
Piotr

PS. Kup Gripex, pomoże.

------------------------------------------------------

http://listen.grooveshark.com/#/song/Saturation/23174052

Tagi: dancedancedancetotheradio, parkietowe wymiatacze, heather brooks, hi-haty i jestem wilgotny

skomentuj (1)

Kumka Olik 'Jedynka' [2009] 2009-09-25 16:12:37




1,0 / 10 (Maćkowi dedykuję)


Żywot słuchacza-pasjonata nie jest znów tak ciężki jak go malują. Sterty płyt czekających na odsłuch ? Nieprzespane noce spędzone na nadrabianiu zaległości w klasyce ? Wieczne zapchany transfer przez zasysanie kolejnych niesłuchalnych wręcz demówek nowojorskich indiebandów ? Nie-e, nic z tych rzeczy. Artyści dbają o słuchaczy, artyści nas kochają. Wydają dla nas single, które w stosunkowo łatwy sposób pozwalają wyrobić sobie opinię o 'nowej muzyce od xXx' by potem błyskać w towarzystwie i zdobywać kolejne punkty lansu. Co więcej czasem trafiają się dobrodzieje, którzy opisują nam swoją muzykę alfabetem (to Ci dopiero eklektyzm!) i swoje kolejne artystyczne cegiełki tytułują adekwatnie do ich treści i jakości tak że nie musimy tracić czasu na niepotrzebne poznawanie kolejnych nutek. Praktyczne, prawda ?
Weźmy pierwsze z brzegu 'Album of the Year' Faith no More (tak, tak wiem, że to rzecz z 1997...) - po wnikliwej analizie tytułu możnaby tu stwierdzić, że występujący tu podmiot liryczny (!) stara się nam przekazać, że obcujemy właśnie z czymś mocno zajebistym. Nie wiem jak wy, ale ja mu wierzę. Nierzadko rola tytułu płyty jako elementu wyrażającego treść muzyczną ma charakter czysto informacyjny (choćby 'MTV Unplugged' hłehłe) lub mieszany, informacyjno-normatywny ('W 63 minuty dookoła świata'). Stosunkowo najrzadszym zabiegiem we współczesnej muzyce jest stosowanie bezpośredniej gradacji - słuchacz pozostaje tu całkowicie bierny w swojej ocenie, musi się podporządkować skali którą narzucił mu artysta. Klasyczny przykład - 'Ten' Pearl Jam - jest tu jak się wydaje oczywistą-oczywistością. Elo, elo nie masz wyboru dajesz 10/10, mój drogi (a fakt, że ten cedek jest wypełniony po brzegi evegreenami nie ma znaczenia, uwierz - Twój mózg i uszy srają na to)... TAK WIEM. Miała być Kumka a ja o pierdołach, noooo. To by było tyle tytułem wstępu do recki płyty o wiele mówiącym tytule 'Jedynka'.
Kumka Olik. Gumka Oli. Gumka Katolik. Straszną nazwę sobie wymyślili chłopcy dla swojego bardzo ciekawego (!) cover bandu. Prosimy realizatora o wytłuszczenie słowa 'cover', to jest słowo-klucz do zrozumienia tego zespołu, to jest szyfr do sejfu, to Twój pin do telefonu. No bo można oczywiście mówić o inspiracjach czy cuś ale ja bardziej to widzę jako cytaty/sample. Zarzuć 'W rytmie Joy Division' ? Zajebiste, prawda ? Oczywiście pod tym warunkiem, że nazwisko 'Kessler' mówi Ci tyle co mi 'Ludwik Dorn' - czyli nic. Dalej mamy wokale Ostrowskiego, wokale Wiraszki, wokale Muńka. Niemena mi tu brak. Ja nie mogę. Muzycznie Ckod i Interpol + Strokes i Hives, czyli mikstura o nieprzyjemnym zapachu musiałaby z tego wyjść. Piosenki są za to świetnie nagrane (no ten otwieracz miodnie wręcz) no i (uwaga, będzie pochwała!) singiel jest bardzo przyjemny i w sumie miał spore zadatki na hit radiowy. (skończył jednak w 'hit generetereminatorze' i tyle go widziano). Kumka wieje nieatestowaną bryndzą i spotyka się z linczem 3/4 polskiego internetu (najśmieszniejsze, że dissują ich fani wychowani na Arctic Monkeys <hahahaahahah>) ale mimo to sprzedaje sto miliardów płyt (przekładając to na polskie realia oczywiście) i gra na wszystkich indie-eventach w tym kraju. Cóż mi pozostaje powiedzieć: OTO POLSKA WŁAŚNIE.

PS. Przed pisaniem recki postawiłem sobie trzy założenia i już kurwa widzę, że się sprostałem na dwa conajmniej.
# nie używać słów 'Kessler' i 'cekaode'
# nie nawiązywać do tatusia w wytwórni
# nie jeść frytek bo Marta znów będzie smutać, że jej umieram. damn.


PS 2. Kumka ma jednak grono fanów, którzy nie zważają na docinki i potrafią powiedzieć kto jest kozakiem na polskiej scenie muzycznej! DAAAAAAAAAJ KAMJJEEEEEEEEENJAAAAAAAAAA *:

Tagi: 2009, made in poland, cover band, nośne-nieznośne, tatuś w wytwórni, kiedy kończy się płyta ?

skomentuj (2)

Muse 'The Resistance' [2009] 2009-09-19 12:11:00




4,2 / 10



Nowa płyta Muse... (zaznacz odpowiedź)

1. Rozczarowała mnie:
a) 'spodziewałem się po nich fajnych riffów i zajebistych melodii a jest pipczenie'
b) 'WIĘCEJ QUEEN!!1'
c) 'nie rozczarowała mnie, muse zawsze było nudne'

2. Zachwyciła mnie:
a) 'muse zawsze było jest i będzie największym zespołem świata (obok the killers of kors) a Bellamy jest słodki!'
b) '...ALE DAJTA JESZCZE WIĘCEJ QUEEN'
c) 'bo ja to chyba lubię taką nudną muzykę, wiesz ?'
d) 'pomimo faktu, że to najsłabsza rzecz jaką spłodził Bellamy i pomimo faktu, że 1/3 kawałków powoduje niekontrolowane impulsy nerwowe do mojej kończyny (nie pytajcie jakiej) obsługującej mp3 by wcisnęła 'next'. Ale jestem zachwycony ponieważ - przedpremierowo jak pewnie większość was zostałem zgwałcony przez TO. i to BEZ MASŁA. ech. Nie znoszę patosu na siłę i może dlatego każda kolejna płyta Muse jest dla mnie gorszą, no równia pochyła normalnie. 'Black Holes' broniło się paroma wymiataczami (to chyba nawet single były) tutaj rolę kół ratunkowych pełnią już zwykłe przeciętniaki. Otwieracz najlepszy, wiadomka no i dalsze dwa znośne i w miarę nośne. Początek 'MK Ultra' jakieś nadzieje rodzi ale potem wracamy na ziemię. A symfonia ? Jakieś lucida intervalla są ale bardziej pasuje mi tag opisowy 'LOL'. Swoją drogą dziwi mnie, że chłopakom się nie chciało jakoś bardziej zakombinować riffu z 'Unnatural Selection' bo ekhm... nie no sprawdźcie sami odpalając se 'Origin of Symmetry' młeehhehe.'

.............
- Hubercie... proszę, zaznacz odpowiedź 2d. To moja ostateczna decyzja.
- Czy aby na pewno... ?

Tagi: muse, barokowy onanizm, równia pochyła

skomentuj (0)

eloelo. trzy dwa zelo. 2009-09-15 18:25:27




   Cześć mam na imię Piotrek i mam 20 lat. Nie powiem Ci jak przygotować ogórki-korniszony ani jak wymodelować miseczkę by sprawiała wrażenie większej. Poczytasz sobie tutaj o muzyce. Takiej, która porusza serce nie pozwalając Ci normalnie funkcjonować, ale też tej wzbudzającej całkiem przeciwne emocje. Napisane subiektywnie, bez słodzenia i oglądania się na panujące mody. Joł.

Tagi: muzyka

skomentuj (0)

Księga Gości